„Bohaterski strażak” – opowiadanie Łukaszka

dscn1006

O czym śnią dzieci,  po aktywnie spędzonym dniu? Rąbka tajemnicy uchylił nam Łukaszek w swoim opowiadaniu. Zapraszamy do lektury 🙂

Łukaszek z rodziną

„BOHATERSKI STAŻAK”

Pewnego razu był sobie chłopczyk o imieniu Łukaszek. Leżąc na trawce przed swoim domem patrzył jak po błękitnym niebie płynęła sobie mała chmurka … Powiększała się, powiększała, aż w końcu stała się dużym białym obłokiem, beztrosko płynącym po niebie w promieniach słońca. Wiosenny wiaterek gnał ją po niebie, grał na liściach drzew kojącą muzykę i delikatnie muskając Łukaszka po policzkach sprawiał, że chłopiec się rozmarzył. Śpiew ptaków i cykanie świerszczy wprowadziły naszego bohater w krainę marzeń, w której czuł się bardzo szczęśliwy. Sam już nie wiedział czy uczestniczy świadomie w tym beztroskim spektaklu, czy rozmarzony wtulał się w objęcia snu. To słyszał szczekanie pieska biegającego wesoło po podwórku, a to kotek miałczał. A to w oddali słychać było ryczącą wesoło krówkę, pasącą się na łące, to znów wprowadzające w błogi nastrój kukanie kukułki z sąsiedniego lasu. Ze słodkiego snu wyrywało go od czasu do czasu głośne bzyczenie pszczół z pasieki sąsiada. Ale sen był już na tyle twardy, że nawet one nie zdołały Łukaszka obudzić. A sen był bardzo uroczy. Kochany piesek Łukaszka biegał za nim, wesoło merdając ogonkiem. Chłopczyk biegał za kotkiem, który co chwilę mu się wymykał. A to wskoczył na drzewo, a to na płot, bawiąc się figlarnie ze ścigającym go smykiem.

Z każdą chwilą tej beztroskiej zabawy, wiatr stawał się coraz mocniejszy, a błękitny obłok zmienił się w burzową chmurę, coraz bardziej przysłaniając słońce. Na nosku nasz bohater poczuł kroplę lekkiego deszczyku. Kap, kap i po chwili deszcz wzmógł się coraz bardziej. Piesek schował się w swojej przytulnej budzie, a kotek schronił się w szopie na drewno. Z oddali słychać było pomruki burzy. Chłopiec schronił się pod dachem altanki w ogrodzie. Nagle Łukaszek usłyszał straszny huk, jakby tysiąc armat wystrzeliło, a towarzyszyła mu niesamowita błyskawica. Spojrzał na szopę i zauważył, że wydobywa się z nie dym i płomienie ognia. Zrozumiał, że uderzył w nią piorun. Przypomniał sobie, że w szopie jest przecież jego kotek i po chwili usłyszał miałczenie. Wiedział, że musi go uratować. Nie zważając na deszcz, pobiegł szybko po wiaderko i nabrał wody ze strumyka przepływającego obok ogrodu. Wylał całe wiaderko na palącą się szopę i ugasił pożar. Wdzięczny kociak wskoczył mu na rączki i cały się trząsł ze strachu. Było to niesamowite uczucie. Dzielny chłopak uratował ukochanego zwierzaka. Przytulił go mocno do siebie i uśmiechnął się.

-Przecież dalej będziemy bawić się w ściganego – pomyślał. Jego radość rozpędziła burzowe chmury, a słoneczko przez chwilę nieśmiałe, coraz bardziej zaczęło zza nich wyglądać. A wiaterek dalej muskał buzię dzieciaka, a świerszcze dalej mu grały. Ćwierkanie wróbelków bawiących się na gałęzi obudziło go z tego niespokojnego snu. A kotek zwinięty w kłębek mrucząc rozkosznie spa obok przytulony do niego.

-Uff, to był tylko sen – pomyślał i przytulił mocniej zwierzaka.

KONIEC

GALERIA